O tym, że historią lokalną interesuje się nieliczna i wąska grupa osób, wiadomo nie od dziś. Jest to zajęcie, które wymaga chęci, zaangaowania i poświęcenia sporej ilości swojego wolnego czasu, którego współcześnie mało kto posiada.
W życiu prawie każdej osoby, która bada historiÄ™ przychodzi taki momemt, kiedy chce siÄ™ podzielić swoimi informacjami i zaprezentować je szerszej grupie odbiorców – np. w formie książki. I jak pokazuje praktyka, tutaj pojawiÄ…jÄ… siÄ™ pierwsze schody. O „schodach” tych chciaÅ‚bym dziÅ› nieco opowiedzieć, z perspektywy osoby, która od 11 lat zajmuje siÄ™ badaniem lokalnej historii i osoby, która na przestrzeni ostatnich lat kilka razy próbowaÅ‚a zainteresować swoimi pomysÅ‚ami osoby trzecie.
Zainteresowanie
W 2010 r. pojawiÅ‚a siÄ™ pierwsza okazja, aby pokazać szerszemu gronu tym czym siÄ™ zajmujÄ™. Wtedy to z – z nieznanego mi do tej pory powodu – zostaÅ‚em zaproszony na spotkanie dotyczÄ…ce dyskusji na temat podziaÅ‚u Å›rodków finansowych z funduszu soÅ‚eckiego. Wtedy też po raz pierwszy zaproponowaÅ‚em, aby zorganizować w Smolarni coÅ›, co pokazaÅ‚oby mieszkaÅ„com mojÄ… dziaÅ‚alność i jednoczeÅ›nie zachÄ™ciÅ‚oby ich do współpracy.
ChodziÅ‚o o zorganizowanie wystawy fotograficznej prezentujÄ…ce zebrane do tamtej pory materiaÅ‚y w postaci zdjęć i dokumentów. CoÅ› na wzór wystawy pn. „Twierdza – zamek w Chrzelicach” jaka we wrzeÅ›niu 2009 r. miaÅ‚a miejsce w sÄ…siednich Chrzelicach. Mój pomysÅ‚ spotkaÅ‚ siÄ™ z „ciszÄ…”, tj. z brakiem jakiejkolwiek reakcji, co oznaczaÅ‚o że nie wzbudziÅ‚ on zainteresowania.
Po okoÅ‚o dwóch latach pojawiÅ‚a siÄ™ okazja na pozyskanie dotacji na organizacjÄ™ przedsiÄ™wzięć dotyczÄ…cych promocji lokalnej historii. Mój pomysÅ‚ byÅ‚ prosty i podobny do tego sprzed kilku lat – zorganizowanie wystawy i prelekcji, której tematem byÅ‚aby historia miejscowoÅ›ci. MojÄ… ideÄ™ przedstawiÅ‚em pewnej osobie z jednej z miejscowych organizacji. I na poczÄ…tku wszystko byÅ‚o nawet w porzÄ…dku, ale już w trakcie pierwszego spotkania okazaÅ‚o siÄ™, że zainteresowanie moim pomysÅ‚em jest „zerowe”, a osoba do której zwróciÅ‚em siÄ™ o pomoc, wyszÅ‚a z wÅ‚asnÄ… inicjatywÄ… twierdzÄ…c że jej projekt bÄ™dzie po prostu lepszy, o moim nie wspominajÄ…c nawet sÅ‚owem.
Pisaniem wniosku na „drugi” projekt zajÄ…Å‚em siÄ™ ja. Czasu nie byÅ‚o wiele – okoÅ‚o miesiÄ…ca. Gdy już wszystko byÅ‚o gotowe, okazaÅ‚o siÄ™ że ze wzglÄ™dów technicznych może siÄ™ okazać iż zrealizowanie projektu (tego, który wymyÅ›liÅ‚ ktoÅ› inny) może okazać siÄ™ niemożliwe i na krótko przed upÅ‚ywem terminu na skÅ‚adanie wniosków, zrezygnowaliÅ›my z jego zÅ‚ożenia.
Kolejne podejÅ›cie – rok 2016
Kolejne podejście dotyczące zainteresowania lokalną historią podjąłem w 2016 r. Chodziło wtedy o wydanie pubikacji opisującej bardzo szczegółowo historię wszystkich obiektów sakralnych z terenu parafii Racławiczki (krzyże, kapliczki, dzwony, dzwonnice, miejsca pamięci oraz obiekty niestniejące). Było to coś, czym przez dwa lata zajmowałem się po wydaniu monografii Smolarni i po tym czasie zebrałem tyle materiału, że można by było zrobić z tego książkę.
W zaÅ‚ożeniu miaÅ‚aby ona być wydana w formacie A4 i skÅ‚adaÅ‚aby siÄ™ z ponad 130 stron. Jej wydanie wyceniono na kwotÄ™ od 13.860 do 18.690 zÅ‚ – w zależnoÅ›ci od iloÅ›ci egzemplarzy i technicznych parametrów książki (okÅ‚adka zwykÅ‚a lub twarda, strony klejone lub szyte itp). Sporo? Pewnie tak. Ale przypomnÄ™, że wydanie 600 egzemplarzy monografii Smolarni kosztowaÅ‚o 25.000 zÅ‚. Tak, tak – wydanie porzÄ…dnej publikacji kosztuje (wydawnictwo to nie punkt ksero, gdzie za 20 groszy można coÅ› skopiować).
ChcÄ…c pozyskać Å›rodki finansowe na wydanie wpadÅ‚em na ciekawy moim zdaniem pomysÅ‚. Skoro publikacja swojÄ… tematykÄ… obejmowaÅ‚aby wszystkie wioski z terenu parafii, to każda z tych wiosek mogÅ‚aby siÄ™ „dorzucić” i wesprzeć mojÄ… inicjatywÄ™. Jedynym zaÅ› źródÅ‚em finansowym w przypadku tutejszych soÅ‚ectw, z którego można by skrzystać, jest funkcjonujÄ…cy na terenie gminy Strzeleczki fundusz soÅ‚ecki. Z moich obliczeÅ„ wynikaÅ‚o, iż gdyby każda z czterech miejscowoÅ›ci ze swojego funduszu soÅ‚eckiego wygopodarowaÅ‚a okoÅ‚o 28% przyznanych jej na ten cel Å›rodków finansowych, to zÅ‚ożyÅ‚oby siÄ™ na całą publikacjÄ™.
Dlatego też na początku czerwca 2016 r. zwróciłem się do wszystkich sołtysów i każdy z nich otrzymał odemnie pismo ze szczegółowym opisem pomysłu oraz proponowanym sposobem finansowania. Z niektórymi zaś sołtysami rozmawiałem osobiście. Nikt w tej sprawie nic w prawdzie nie obiecywał, ale same rozmowy uznałem za ciekawe i obiecujące.
Efekt?
Jaki byÅ‚ efekt tego wszystkiego? Å»aden! Do dziÅ› nikt z adresatów nie odezwaÅ‚ siÄ™ i nie ustosunkowaÅ‚ do mojej propozycji. KrótkÄ… informacjÄ™ o mojej inicjatywie wyczytaÅ‚em w lokalnej prasie, ale tam z kolei z mojego pomysÅ‚u, zrobiÅ‚ siÄ™ „wspólny” pomysÅ‚ – tzn. mój i pewnej osoby.
Czy tylko ja?
Czy tylko mnie jest tak trudno przebić siÄ™ ze swoimi inicjatywami i pomysÅ‚ami w Å›rodowisku? Okazuje siÄ™, że nie. RozmawiajÄ…c z innymi osobami badajÄ…cymi przeszÅ‚ość swoich rodzinnych stron, otrzymujÄ™ informacje, iż na jakiekolwiek wsparcie w tej dziedzinie wystÄ™puje ogólna znieczulica i brak zainteresowania. A wszystko rozgrywa siÄ™ na zasadzie: „Dobrze, że ktoÅ› naszÄ… historiÄ™ lokalnÄ… bada, ale niech nie oczekuje ode mnie pomocy” – chodzi oczywiÅ›cie o pomoc w wydaniu publikacji.
Niektóre z osób w takim przypadku decydujÄ… siÄ™ na finansowanie wydawnictw ze swoich prywatnych Å›rodków. Ale robiÄ… to jeden raz, maksymalnie dwa razy i mówiÄ… „koniec”.
Problem tkwi też w tym, że osoby postronne czÄ™sto myÅ›lÄ…, iż ktoÅ› kto bada historiÄ™ (mam tu na myÅ›li hobbystów, a nie osoby robiÄ…ce to zawodowo) zarabia na tym pieniÄ…dze i to czasami nie maÅ‚e. Jest to jeden z mitów, który siÄ™ w ostatnich latach upowszechniÅ‚, wedle myÅ›lenia, że w dzisiejszych czasch nie ma już ludzi, którzy robiÄ… coÅ› za darmo, w tzw. czynie spoÅ‚ecznym. W każdej takiej inicjatywie znajdzie siÄ™ ktoÅ›, kto bÄ™dzie widziaÅ‚ pieniÄ…dze i zysk. Ale o tym problemie opowiem nieco w jednych z moich kolejnych „rozważaÅ„”.
